Matematyka

Matematyka w szkole równią pochyłą w dół

Matematyka równią pochyłą w dół

W 2005 roku zetknąłem się po raz pierwszy z problemem matematyki wśród uczniów szkoły ponadgimnazjalnej. Pracowałem wtedy jako nauczyciel. Ta przygoda trwała zaledwie rok. Moje metody dydaktyczne, takie jak burza mózgów czy zmiana położenia ławek nie spotkała się z aprobatą „starej” zarządzającej kadry pedagogicznej. Od tego czasu regularnie prowadzę konsultacje matematyczne z uczniami mającymi trudności z tego przedmiotu. Co roku stykam się z ich problemami i dowiaduję się, jak oni widzą poziom naszej oświaty.

Od dłuższego czasu obserwuję zmniejszający się wskaźnik poziomu wiedzy z matematyki wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Potwierdzają to ostatnie statystyki zdawalności matury z tego przedmiotu, z poziomu podstawowego.

2011 r. – 79%
2012 r. – 85%
2013 r. – 85%
2014 r. – 75%
2015 r. – 70% – stara formuła i 82% – nowa formuła
2016 r. – 83%
2017 r. – 83%

Najdziwniejsze jest to, że trudność zadań na maturze wcale się nie podniosła, wydaje się nawet, że jest wręcz odwrotnie. Porównując maturę sprzed 2005 roku (tzw. starą maturę) z obecną można stwierdzić, że poziom skomplikowania zadań tej pierwszej jest o wiele większy niż nowej.

Matematyka w szkole zaczęła się toczyć równią pochyłą w dół w momencie powstania tworu zwanego gimnazjami. Nie będę się tu rozwodził na temat, czy powstanie szkół gimnazjalnych, to był dobry pomysł czy nie. Skupię się na samej matematyce. Otóż, moim zdaniem, przyczyna tkwi w nie do końca przemyślanym programie nauczania tego przedmiotu. Pierwotną ideą było, by w gimnazjum nauczyciele dokonali ogólnego rzutu na działy matematyki a w szkole średniej uzupełniali je poprzez głębsze wprowadzanie w temat. Niestety, praktyka okazała się inna. Gimnazjaliści z” ogólnego rzutu” niewiele pamiętają, zaś wiedza, jaką mogą się pochwalić, to tylko procenty, niepewne rozwiązywanie równań liniowych oraz to, że Twierdzenie Pitagorasa brzmi a kwadrat plus b kwadrat równa się c kwadrat, nie mając pojęcia, że gdzieś tam kryje się trójkąt prostokątny.

 

Nauczyciele szkół średnich stanęli przed nie lada wyzwaniem.

Mając w podstawie niewiele godzin dydaktycznych (1 klasa – 4 godziny tygodniowo, 2 i 3 klasa po 3 godziny w tygodniu) musieli wybrać między realizacją programu a nauczeniem ucznia. Niestety, zdecydowana większość wybrała to pierwsze i pędząc z realizacją programu, niczym lokomotywa, nie zważała na braki uczniów w fundamentalnych obszarach matematyki takich, jak własności działań na potęgach i zbiory liczbowe (nie mówiąc już o przypadkach braku umiejętności rachunków na ułamkach zwykłych). Temu nieporadnie próbują zaradzić nowi ministrowie edukacji narodowej, którzy co kilka lat coś urywają z programu nauczania matematyki na poziomie podstawowym w szkole średniej. Z punktu matematyka, dobór materiału do usunięcia z podstawy jest mało logiczny (przykład usunięcia pojęcia granicy, a zostawienie funkcji homograficznej, czy niedawne usunięcie wartości bezwzględnej a zostawienie błędu bezwzględnego).

Wniosek nasuwa się sam. Nie można non stop łatać drogi – przychodzi czas, w którym trzeba starą drogę zerwać i postawić nową, solidną. Może już czas, by program nauczania matematyki począwszy od szkoły podstawowej i skończywszy na szkole średniej wyrzucić i stworzyć nowy, przemyślany. Zbudować program, który nie będzie uczył szablonowo, program, który będzie w sposób przyjemny łączył kreatywność i zabawę z matematyką. Coś na wzór Akademii Matematyki Kreatywnej.

 

Zapisz

Dodaj komentarz